Na ten dzień wybraliśmy oglądanie okolicy. Chyba stało się tak specjalnie po to, żebyśmy mogli wybawić biedną owcę z pułapki ogrodzeniowej siatki. Ugrzęzła głową w jej dużym oczku.
Odchodząc coś mówiła, ale nie zrozumieliśmy.
Przy latarni LISTA FYR czekały już lamy ALPAKI. Żywe zabawki. Nie chciały od nas przyniesionych dla nich jabłek.
I chyba wogóle byliśmy dla nich nudni. Nie zwracały na nas większej uwagi.
Ogrodzenia na polach i pastwiskach są tylko dla zwierząt. Ludzie mogą je przekraczać, więc skorzystaliśmy. Alpaki okazały się przystępne, nie opluły nas i...
... pozowały cierpliwie do zdjęć.
Pod latarnią wcale nie jest najciemniej!
Niebo w dużym tempie zmieniało kolor od błękitu po kolor ołowiu i na odwrót.
Zaryzykowaliśmy spacer do brzegu.
Kamienie utworzyły tu księżycowy krajobraz.
Niesamowite miejsce.
Na zmianę... lekki mżawkowaty deszcz albo błękitne niebo i słońce.
Kamienie na pewno rozmnażają się przez pączkowanie. Inaczej tyle by ich tutaj nie było!
Widoki z latarnią z każdej strony wyglądają jak pocztówka.
Fale to osobny temat. One hipnotyzują. Każą długo stać i wpatrywać się w nie...
Prawdziwe ruiny!
Kto i po co to tutaj...?
Ależ mocno wieje! Ruiny stają się naszym schronieniem na czas posilku.
Kuchenka spirytusowa spisuje się świetnie. Nie gotujemy od podstaw. Tylko podgrzewamy jedzenie z puszek. Wystarcza i smakuje w tych warunkach wyśmienicie.